Sonia

Mam na imię Sonia, mam 12 lat i do tej pory byłam psem stróżującym. Nikt mnie nie katował, nie marzłam, nie głodowałam, ale też nikt mnie do weterynarza nie zabrał. A bardzo chorowałam... Byłam skrajnie wychudzona (niby owczarek, a jednak jego cień, ważący zaledwie 20kg), a z mojego brzucha zwisały dwa guzy - duży i olbrzymi. Zostałam zabrana do weterynarza, gdzie okazało się, że mam jeszcze kilka innych guzów. Usunęli te, które się dało. Został jeden, nieoperacyjny na kręgosłupie, ale póki co nie daje on o sobie znać. Od momentu odebrania, w ciągu pół roku przeszłam dwie bardzo ciężkie i ryzykowne w moim stanie operacje. Przeżyłam. Przeszłam bardzo ciężką chemioterapię, którą zniosłam wyjątkowo lekko, przeżyłam. Moja choroba jest w stanie remisji. Gdyby nie dom tymczasowy, nie byłoby mnie już na świecie... Teraz szukam domu stałego, który otoczy mnie opieką i zapewni należny mi spokój. Choć jestem dużym psem, to moje wymagania są niewielkie. Wygodne posłanie, dobra karma, miłość. Jestem całkowicie głucha, więc większość dnia przesypiam, nawet jeśli opiekunowie odkurzają, czy jest burza. ;) Na spacerach człapię, czasem biegnę truchtem, ale nie potrzebuję dużo ruchu. Akceptuję koty (obecnie mieszkam z 5), a także inne psy (obecnie mieszkam z 3), po właściwym zapoznaniu. Kocham tarzać się w świeżej trawie, ale najbardziej kocham być kochana przez ludzi! Adoptujesz mnie? Pokochasz?